Jechaliście ostatnio samochodem bez pasów, bez migaczy i bez lusterek? Ja tak. Bo to były prawdziwe oldtimery francuskie…
Przy okazji prezentacji najnowszych dostawczych furgonów w Villiers Saint-Frederic Renault pochwaliło się także swoją historią, w tej akurat rzadko demonstrowanej gamie pojazdów dostawczych.
Bo o ile pierwsze samochody osobowe Renault są stosunkowo dobrze znane, to już te użytkowe mniej. A przecież pierwszy samochód dostawczy opracowali w roku 1900, miał silnik 1 cylindrowy, Zaraz potem zbudowali dyliżans pocztowy BD, zaś o początku seryjnej produkcji lekkich aut dostawczych możemy mówić od roku 1924. Kolejny etap to ambulans z roku 1947.


Wytwarzany w latach 40 furgon o ładowności 1000 kg to protoplasta Mastera.
Natomiast w latach 70 wytwarzano seryjnie towarowe auta Estafette. Nową erę w segmencie użytkowym rozpoczęli w roku 1980 wraz Trafikiem. Tak więc Renault produkuje auta dostawcze od blisko 125 lat. Aktualnie w 3 fabrykach ( Sandouville, Maubeuge i Batilly) budują prawie pół miliona takich aut rocznie.


Pocztowe Renault BD to najstarsze zachowane auto dostawcze, z roku 1909.
No ale wracając do Villiers, Renault udostępniło tam do jazd gamę kilkunastu starych, nawet całkiem, wozów użytkowych. Być może najważniejsze były Estafette w kilku wersjach, z racji roli jaką odegrały w rozwoju gospodarczym Francji.


Samochód budowano w latach 1959 do 1980 i był pierwszym przednionapędowym autem dostawczym koncernu. Miał też niezależne zawieszenie kół.


Początkowo napęd zapewniał silnik 850ccm o mocy 27 KM, z czasem doszedł silnik 1289 ccm o mocy 43 KM. 4 metrowe nadwozie budowano w kilku wersjach, ale zwykle ładowność sięgała 600 kg przy masie własnej 1100 kg. W sumie powstały 533 tys. takich samochodów.
Jeździłem kilkoma Estafette i bez wątpliwości podziwiam kunszt konstruktorów z tamtych lat. Samochód zewnętrznie niewielki i zaprojektowany bardzo prosto, a wypełniał niemal wszystkie potrzeby przewozowe rodzącego się drobnego biznesu.



Owszem, z dzisiejszej perspektywy wsiadanie do furgonu jest mało wygodne bo stosunkowo małe drzwi wymuszały coś jakby przekręcenie tułowia zanim opadniemy na fotel. Fotel bardzo prymitywny, ale i tak znajduje się niżej niż we współczesnych furgonach. Co prawda pomyślano o stopniu pośrednim pod drzwiami, ale ludzie zawsze mają problem z decyzją czy korzystać z takiego udogodnienia czy radzić sobie bez niego. Kokpit siermiężny, ale przecież wszelkie niezbędne przełączniki i regulatory są.

No tak, nie wyobrażam sobie tysiąca km przejechanych tym wozem. Ze względu na pewne ograniczenie miejsca dla kierowcy, bliskość przedniej szyby, ogólnie pozycję kierownicy. No i przede wszystkim hałas. Małe, średnio mocne silniki zapewniały zupełnie wystarczające osiągi, ale powodowały hałas. No i jeszcze drgania. Całe metalowe nadwozie rezonuje przy zwiększeniu obrotów. Dzisiaj to dziwi, ale producent niewiele myślał o hałasie w tamtych czasach. Skrzynia ma 4 biegi, które o dziwo wchodzą zupełnie łatwo.

Jadąc przez wioski, a więc i tak z ograniczeniem prędkości, oswajam się z hałasem, który bez przyspieszania nie jest aż tak dokuczliwy. Trudniej jest z widocznością przez małą niską szybę przednią.
Symbolicznie, tamtejszą motoryzację rozpoznajemy m.in. poprzez dwa szklane słoiki pod fotelem kierowcy. Dobrą chwilę zastanawiam się co w nich błyszczy. A to zbiorniczki na płyn hamulcowy. Dwa, bo są dwa obwody hamulcowe…
Nie mieliśmy w Polsce odpowiednika Estafette. Przy swoich umiarkowanych wymiarach zapewniał jednak duże możliwości przewozowe.
Obecnie samochody dostawcze segmentuje się, zaczynając od ładowności i pojemności bagażowej. Mamy zatem segment pojazdów ok. 600-700 kg ładowności, mamy segment „tonówek” i mamy wszechobecną klasę furgonów 3,5 tonowych o zróżnicowanych możliwościach, ale przekraczających 1000 kg.
We Francji lat 40 potrzebne były w pierwszej kolejności małe auta dostawcze, więc żeby nie wyważać otwartych drzwi, sięgnięto po istniejące konstrukcje. Tak powstał samochód Juvaquatre 300.

Tak naprawdę powstał przed wojną i jak wiele projektów, wrócił po wojnie.

Juvaquatre zwane także „ 4CV”, od wskaźnika pojemności skokowej i mocy, to właściwie dwa auta, osobowe i dostawczy van. Długość 3,72 m, silnik (w roku 1950, gdy powstał egzemplarz którym jeździłem ) 1000 ccm o mocy 23 KM. Skrzynia biegów 3 stopniowa. Funkcjonowała też nazwa „300kg”. Zaskakuje, że to naprawdę przedwojenne auto produkowano aż do roku 1960 gdy pojawiło się słynne Renault 4. W latach 50 zrobiono modernizację, m. in. zastosowano silnik z Dauphine i nowe zawieszenie.



W czasach gdy większość samochodów ma już uruchamianie silnika przez przycisk na desce, nie powinno dziwić startowanie silnika przyciskiem na podłodze. A przecież przez 50 lat dominowały stacyjki z kluczykiem i zintegrowanym włącznikiem rozrusznika…

Wsiadanie do Juvaquatre nie jest może wygodne, ale nie ma aż takich wielkich różnic do wielu obecnych aut. Chodzi głównie o wielkość i umiejscowienie kierownicy, w powiązaniu z miejscem fotela. Stare auta były raczej wąskie, ale też miały bardzo proste i wąskie drzwi. Dziś samochody są szersze, ale… z racji rozwiązań bezpieczeństwa i tych komfortowych – drzwi są bardzo szerokie.
No a gdy już zasiądziemy – urok tamtych czasów. Prosta blaszana deska rozdzielcza, na środku której duży, wielofunkcyjny zegar.


Nowoczesny system wentylacji?
To właśnie to auto nie ma pasów, nie ma lusterek i ma staromodne migacze w postaci podnoszonych dźwigni poniżej słupka „A”. A jednak, jedzie się niemal tak samo jak większością aut z lat 70. czy 80.
Producent określa ładowność towarowej odmiany 4CV na 300 kg.

W roku 1960 wprowadzono podobny wymiarami samochód R4. Miał długość 3,67m, ważył 720 kg, a początkowo silnik 747 ccm dawał 27 KM. W sumie przez 31 lat używano na różnych rynkach silniki od 600 do 1300ccm. Skrzynia początkowo była 3 stopniowa, ale szybko doszła 4 stopniowa. Ten pomarańczowy R4 Service którym jeździłem, był z 1970 roku, ale do 1982 roku powstało aż 8,1 mln „ czwórek”. Widoczna na zdjęciu wersja towarowa miała dwoje drzwi i podwyższoną tylną część nadwozia. To auto miało charakterystyczny system zmiany biegów z długą dźwignią przecinającą całą komorę silnikową. ”Klamka” znana u nas z Trabantów, działała sprawnie.




Renault 4 to pierwsze z tych dostawczych aut, w którym popracowano nad komfortem, także akustycznym.
A generalna uwaga po przejażdżkach tymi staruszkami użytkowymi – nie były w sumie złe. Największa niedogodność to hałas i wibracje.

Ewentualne porównania tych najstarszych i tych średnio starych furgonów utrudnia fakt, że nowa generacja większych furgonów, wprowadzona w roku 1980 z Masterem, miała silnik diesla. A stare diesle, niezależnie od zalet, miały jedną wadę, tzn. niski basowy klang, bez związku z dość słabymi osiągami. Przełom związany z komfortem nadszedł póżniej, a jego kwintesencją było wprowadzenie najnowszego Mastera w 2024 roku.

Renault produkowało po wojnie pick-upy i nawet je eksportowało...



