Po 6 -7 latach od ostatnich poważniejszych zmian, Ford Otosan zdecydował, że jest zbyt duży rozziew między modelem flagowym F-Max oraz starszym, znacznie starszym bratem zwanym kiedyś Cargo.
I pokazał następcę. Bardzo wyraźnie nawiązującego wyglądem do F-Maxa.
Całe poszycie wymieniono na nowe, bardziej aerodynamiczne i stylistycznie upodobniające pojazd klasy lekkiej i średniej do większego brata.



Gama F-Line składa się z 3 grup: ciągników, podwozi komunalnych i dystrybucji.
Co jednak ważniejsze, wymieniono dokładnie środek kabiny i całą instalację, umożliwiając tym samym podniesienie Cargo do tego poziomu, którego mogą oczekiwać współcześni użytkownicy.


Choć spora część szkieletu kabiny, powstałej w roku 1981, ale wielokrotnie potem przebudowywanej, została zachowana, na zewnątrz trudno to dostrzec.
No i nowy pojazd obdarowano nową nazwą zrywającą już całkiem z dziedzictwem (niekiedy zacnym) a mającą ewidentnie pomóc Fordowi w dalszej ekspansji w Europie. Bo Ford Trucks, który w ub. roku sprzedał ponad 16 tysięcy ciężarówek, większość z nich dostarczył na rynki eksportowe. W sumie jest ich ponad 40.
Naturalnie nie chodziło tylko o odświeżenie wyglądu, który w wielu krajach mógł być oceniany jako niewystarczający. Chodziło o wymogi techniczne rynku transportowego. Więc z nową architekturą elektryczną można było użyć wszystkich tych systemów które oferują konkurenci. Chociażby Alcolocka, system ostrzegający przed pieszymi wokół kabiny, ACC, Lane keeping, Driver alert, TPM pre Collision assist.

F-Line ma dostać dwa zmodernizowane silniki Forda, ten mniejszy 9 litrowy i większy Ecotorq 13 litrów o mocy 450 i 480 KM. Co ważne, do 4 silników można dopasować kilka skrzyń biegów, zaczynając od Eatona 9S, przez ZF 16S, aż po własną przekładnię Ecotorq 16.

Tyle silnika zobaczycie jeśli nie podniosą wam kabiny...
F-Line będzie oferowany w 3 odmianach, jako pojazd drogowy, budowlany i ciągnik siodłowy. Ten ostatni do transportu regionalnego lub nawet dalekiego, a podwozia od 4x2 do 8x4, a więc obsługujące wszystkie segmenty komunalne i budowlane. Dostaje także pneumatyczne tylne zawieszenie. Rozstaw osi może sięgać od 330 do 510 cm. F-Line ma też nowoczesny elektrohydrauliczny układ kierowniczy.
Kabina ma teraz mieć dostępne trzy wysokości.

Ford ma plan nie tylko zwiększać sprzedaż nowej gamy, także poprawiać obsługę. Tu też pomoże nowy układ elektryczny z możliwością łączenia pojazdów w sieci. Każdy nowy F- Line ma mieć moduł łączności, bez dopłaty, a na ile użytkownicy skorzystają z tej szansy, czas pokaże. Wedle oficjalnych danych, dzięki objęciu flagowego F-Maxa łącznością, dało się poprawić wiele funkcji, a niektóre wręcz zapoczątkować. Najbardziej przemawiającym do odbiorców argumentem jest np. to, że tylko w tym roku zredukowano ilość wyjazdów pomocy drogowej do zepsutych Fordów o ponad 15 procent. Dzięki usłudze Uptime, czyli zdalnej kontroli podstawowych układów samochodów i przekazywaniu alertów do serwisu. A przecież F -Maksów jest stosunkowo niewiele.
W czasie prezentacji nowej rodziny F-Max nie było czasu na specjalne testy ale na krótkie przejażdżki zapoznawcze wykonane pojazdami przedseryjnymi. O ile świeży wygląd kabin był powszechnie chwalony, o tyle detale kokpitu – mniej. Nowoczesny, fordowski w stylu zestaw wskaźników oraz dodatkowy wyświetlacz na środku deski nie wynagradzały, pewnego niedopracowania materiałowego. Ale mogły to być efekty prototypowe.


Podobnie skrzynia 9 stopniowa odbiega komfortem obsługi od wszechobecnych automatów. Wiemy jednak, że dla niektórych wersji przekładnie manualne na wielu rynkach są standardem. Bo też chodzi o oferowanie dobrego cenowo pojazdu, ale spełniającego te wymogi, które przepisy narzucają, choćby ze względów bezpieczeństwa.




