Truck i Transport     Redakcja.tit@gmail.com

Większość producentów deklaruje przyspieszenie programu elektryfikacji samochodów, nie inaczej jest w grupie Stellantis, która wprowadziła już przed rokiem gamę średnich vanów na prąd.

Utworzony w styczniu koncern Stellantis produkuje blisko 6 mln samochodów kilku znanych marek, ale w tym aż 1,7 mln to pojazdy dostawcze. Daje to Stellantisowi pierwsze miejsce w segmencie na rynkach europejskim i południowoamerykańskim.

Pokaz elektrycznych trojaczków Combo-e, ePartnera i eBerlingo to fragment polityki przechodzenia na napędy elektryczne zapoczątkowanego w 2020 roku premierą eVivaro. W 2025 roku 30 procent samochodów Stellantisa będzie elektryczne.

Z trzech gam dostawczych właśnie ta, zwana compact vans czyli Combo i Partner, jest szczególnie ważna, gdyż koncern ma ambicje kontrolowania pierwszego miejsca w Europie. Zresztą podobnie może być w segmentach mid size (Vivaro-Jumpy) oraz w dużych vanach. Pamiętajmy, że dopiero niedawno do Stellantisa wszedł koncern FCA ze swoimi modelami, więc pozycja włosko-francusko-niemieckiego koncernu będę więcej niż mocna.

W oparciu o dobrze znany samochód spalinowy zbudowano wersje elektryczne, rozpoznawane dzięki dodanej literce „e” w nazwie.

Nadwozie jest to samo, ma albo 4,4 abo 4,8 m długości, zależnie od rozstawu osi. Pod podłogą ulokowano baterie o pojemności 50 lub 75 kWh, zapewniające zasięg do 275 km. Ładowność wynosi 800 kg, a silnik elektryczny produkowany w Vigo ma moc 100kW i 260 Nm momentu maksymalnego. Tak jak w przypadku wersji spalinowych, nadwozie mieści od 3,3 do 4,4 m sześciennego ładunku. Ta wyższa wartość osiągana jest gdy mamy przegrodę Flex cargo. fot  poniżej

Dobre parametry jazdy uzupełnia system ładowania baterii, oparty na dwóch ładowarkach pokładowych na 7,4 lub 11 kW. Gdy mamy w bateriach jeszcze 10 proc. pojemności a podłączymy się do szybkiej ładowarki na prąd stały, w pół godziny osiągniemy poziom 80 procent naładowania. W stosunku do wersji spalinowej, w elektrycznych samochodach Combo-e, ePartner i eBerlingo zmieniono nieznacznie deskę rozdzielczą w związku z nowym panelem infotainment. Jego sercem jest duży wyświetlacz na środku kokpitu służący albo jako ekran nawigacji albo platforma dla wszelkich komunikatów i danych z samochodu.

W czasie prezentacji jeździliśmy głównie po mieście, więc w sposób oczywisty poziom hałasu był tam niezauważalny. Ale wyższy komfort jazdy dzięki elektrycznemu silnikowi jest oczywistą oczywistością. Bardziej interesowało mnie rozwiązanie sterowania funkcjami pojazdu.

Tym zestawem  przełączników trzeba się nauczyć posługiwać.

W Combo czy Partnerze naciskamy przycisk „start”, wtedy pojawia się napis „ready” i samochód jest gotowy do jazdy. Choć nie do końca, bo muszę wybrać tryb jazdy. Służą temu 3 urządzenia sterujące zamontowane w miejscu gdzie inne spalinowe auta mają lewarek biegów. Po lewej stronie wybierzemy literę „D” by rozpocząć jazdę, a potem np. „N” jeśli ją kończymy, albo „R” gdy cofamy. Jest tu jeszcze tajemnicza litera „B” oznaczająca odzysk energii. I tu jest mała zagadka. Bo nie musimy wcale używać tego „B” jeśli nie chcemy. Ale z drugiej strony musimy (powinniśmy) wybrać styl jazdy określany jako „Eco”, „Normal” lub „Power”. Tylko ten ostatni poziom daje nam opisane wcześniej 100 kW śocy. Niższe poziomy to 80 lub nawet 60 kW. No a kombinacja stylu jazdy i wciśniętego „B” daje nam pożądany poziom odzyskiwania energii. W skrajnej wersji zwolnienie pedału przyspieszenia oznacza bardzo mocne hamowanie układem odzyskiwania energii, ale też wskazówkę ładowania pokazującą na ekranie ciekawe wartości. Drobna uwaga – zmiana stylu jazdy wymaga dotknięcia przycisku na środku panelu, ale potem chwilę trzeba czekać zanim system zmieni np. Power na Eco.

Oficjalnie podawany zasięg 275 km jest możliwy, choć z racji przejazdów kilkoma różnymi samochodami nie dane mi było przejechać aż takiego dystansu jednym elektrykiem. Dlaczego uważam, że 275 km jest możliwe? Bo jeżdżąc po Frankfurcie i Russelsheim widziałem na moim ekranie średnie wartości zużycia ok.15-20kWh na 100km. Zaś zużycie chwilowe obserwowane kątem oka w czasie jazdy waha się od 5 do 20 kWh.

Jak pamiętacie, samochód Peugeot Partner ma dwie wersje kokpitu, jedna z nich ma spory schowek nad zegarami. A same zegary są identyczne, mogą się ewentualnie różnić ilością informacji.

Podstawą jest okrągły zegar po prawej stronie, gdzie trzy kolory pomagają nam utrzymać wskazówkę w prawidłowym położeniu. Jakim? Najlepiej tam gdzie strefa „eco” spotyka się z „power”. I da się tak, przy założeniu że nie mamy „butów narciarskich”.

Jeśli - co daj Boże - mamy załączony tryb „Eco” na panelu środkowym, to możemy oczekiwać, że na zegarze wskazówka będzie się trzymała strefy „Eco”. No chyba że potrzebujemy na chwilę przycisnąć do dna (kick-down) to „eco” zostaje na moment zapomniane…

Elektryczny silnik jest niżej...

Jak łatwo się domyślić, duży 8 calowy ekran służy do nawigacji, ale jeśli go nie mamy, to wtedy część najważniejszych informacji nawigacyjnych pokazuje się po prawej stronie wyświetlacza głównego. No a w niektórych samochodach, w naszym przypadku były to modele Combo, dochodzi jeszcze HUD (Head Up Display) czyli mała szybka wysuwająca się z deski rozdzielczej i wyświetlająca prędkość aktualną i dozwoloną oraz jeden komunikat z nawigacji. Konkretnie - gdzie mam skręcać w danym momencie, w prawo czy w lewo. To wspaniały wynalazek, nie wiem czemu nie stosowany przez wszystkich producentów. Bo zamiast zerkać co chwilę na środkowy ekran (jeśli go mam), po prostu kątem oka zaglądam na szybkę HUD i wystarczy by wszędzie trafić.

Na postoju HUD wygląda mało wiarygodnie, ae w czasie jazdy bardzo pomaga.

A słyszeliście, że Stellantis ma gotowe samochody dostawcze na ogniwa paliwowe? O nich napiszę wkrótce!

Początek strony