Truck i Transport     Redakcja.tit@gmail.com

Wprawdzie mamy wysyp deklaracji producentów nt szybkości przechodzenia na napędy elektryczne, ale… te zapowiedzi można traktować bardzo serio.

Bo Stellantis, choć ma ledwie pół roku, jest trzecim największym producentem samochodów na świecie, a w dodatku ma zalety połączonego dziedzictwa technologicznego.

Z dużej konferencji o nazwie EV2021 Days starałem się wyłowić to, co ważne dla zainteresowanych samochodami dostawczymi. I było tego trochę.

Nie dlatego, że prezes Carlos Tavares zadeklarował iż jego Stellantis jest najlepiej przygotowanym koncernem na elektryczne vany. Większość z kilkunastu marek zajmuje się dostawczakami i dzięki temu uzbierało się sporo doświadczeń. Jeśli dodać do tego 30 mld euro, które koncern wyda w 5 lat na rozwój elektromobilności, sprawy stają się realne.

Stellantis przygotowuje 4 platformy, z czego 3 uniwersalne a czwarta oparta na ramie, i ma zamiar produkować po 2 mln samochodów różnych klas i typów, na poszczególnych platformach. Widać z tego że na auta z silnikami termicznymi już miejsca zostaje niewiele.

Na małej platformie (small) można produkować samochody miejskie i małe vany o zasięgu do 500 km, na platformie średniej do 700 km, a na dużej do 800km. Pickupy na ramie też 800 km. Brzmi optymistycznie?

Stellantis chełpi się przy tym, że i silniki i baterie i całe zespoły napędowe ma lepsze od konkurencji, a ich wydajność energetyczna to 94 procent, czyli o 2 procent więcej od konkurencji.

Co szczególnie ważne, koncern zapowiada że dzięki własnym silnikom i budowanym 5 fabrykom baterii, wyraźnie obniży ceny samochodów elektrycznych. Nie robiąc tego za friko, bo już w roku 2026 wyniki z działu elektrycznego mają być dwucyfrowe.

Cztery platformy będą obsługiwane przez gamę silników elektrycznych od 47 do 200 kW, ale ważniejsze są baterie. Tu międzynarodowy koncern zastosuje politykę dwóch odmiennych, modułowych akumulatorów o różnej budowie i składzie . Te o których ostatnio w mediach jest głośniej, czyli bez kobaltowe, mogą mieć gęstość energetyczna 400-500 Wh/L, a klasyczne Niklowe – 600-700. Jak widać na wykresie, w tych ostatnich ma się udać podniesienie gęstości i wydajności o 30 proc. w stosunku do tego co jeździ obecnie. Bezkobaltowe też się poprawią, ale o 15 proc.

Nawet na takim drobiazgu jak zarządzanie energią można zaoszczędzić ok. 4 proc. energii.

Przegląd stanu przygotowania do elektromobilności kilkunastu marek zajął trochę czasu, ale przykład znanego nam Opla pokazuje, że już za dwa lata w każdej grupie produktowej będzie miał elektryka. Natomiast jeden z szefów RAM-a Mike Koval zapowiedział jeszcze w tym roku premierę elektrycznego kompaktowego vana i prezentację vana na ogniwa paliwowe.

Te cztery platformy intrygują, nawet jeśli w czasie prezentacji amerykańskie marki, jak RAM i Dodge ewidentnie chwaliły się pracami nad napędami 500 konnymi. W Europie 100 koni wystarczy, byle były w sensownej cenie i żeby dało się je szybko nakarmić...

Początek strony