Niemiecki koncern podsumował swoją ubiegłoroczną pracę i wyniki w naszym kraju.
Jak stwierdził szef MAN Truck and Bus Polska Marc Martinez na konferencji online, firmie udało się przetrzymać trudny i pandemiczny rok m. in. dlatego, że miał bogate portfolio pojazdów i sprzedał ich 7168, tylko o 15 proc. mniej niż w poprzednim roku. Wprawdzie rozwój parku samochodów w Polsce nie zawsze da się utrzymywać na wysokim poziomie, ale akurat w roku 2020 to zadanie udało się i flota MAN poprawiła się o 13 procent.

Mimo słabszej sprzedaży nowych ciągników MAN i tak powiększył flotę w Polsce o kilkanaście proc.
Podstawowy produkt koncernu to ciężarówki, których sprzedano 3474, co dało 17,1 procent udziału w naszym rynku. No i MAN utrzymał swoje kontrolowane od kilku lat drugie miejsce w Polsce.

Bernard Wieruszewski nie był zadowolony z 17 procent rynku...
W kategorii pojazdów pow. 6 ton MAN odparł ostry atak Volvo w końcówce roku i utrzymał drugą pozycję.
Wśród samochodów do dystrybucji (10-16) MAN tradycyjnie jest mocny i miał aż 45 procent rynku, natomiast trochę słabiej wyszła rywalizacja na ciągniki siodłowe. Tu 15,4 proc. rynku wystarczyło tylko by zająć czwarte miejsce. Ale tradycyjnie MAN odbija to sobie w klasie podwozi 16 tonowych, gdzie minimalnie, przy 19,6 procentach segmentu, ustąpił pola Volvu.
Niespełna 3500 dostarczonych ciężarówek to pogorszenie, ale też Bernard Wieruszewski, szef sprzedaży, mógł się pochwalić ulokowaniem aż 561 samochodów u nowych klientów. Jak stwierdził, 17 procent rynku polskiego to lekko poniżej oczekiwań, ale dodał, że samochodów brakowało w drugiej połowie roku i on sam nie pamięta tak wyczyszczonych placów.
Jak zawsze trzeba podkreślić, że nie same liczby i procenty są ważne. Szefowie MAN Polska byli zadowoleni z dobrej kontroli odkupu samochodów (buyback) i lepszej struktury stoków, a jednocześnie notowali rekordową sprzedaż TopUsed – prawie 2400 samochodów dające ponad 25 proc. rynku używanych pojazdów w Polsce.
Firma miała też satysfakcję, ze wzmocnienia wizerunku marki, dzięki m. in. sporym dostawom samochodów dla instytucji publicznych.
O ile rynek autobusowy był słaby, bo ulokowano tylko 81 takich samochodów, o tyle już 970 sprzedanych MAN-ów TGE napawa optymizmem, w czasie gdy każde auto się liczy.

Po zaledwie 3 latach MAN zdołal sprzedać niemal 1000 dostawczych TGE.
Także funkcjonowanie sieci - dodajmy nieprzerwane mimo pandemii - było dobre, a sprzedaż części przekroczyła 242 mln zł, do czego należy dodać 47 mln obrotów serwisów. Również sprzedaż olejów czy środków smarnych lub opon dołożyła się do pomyślnych wyników finansowych.

Mimo ograniczeń pandemicznych obroty siec i części) zwiekszyły się o ponad 2 procent
Na takie wyniki trzeba spojrzeć przez pryzmat posiadanych zasobów i argumentów, a takim jest np. posiadanie nie tylko nowego ciągnika TGX, nagrodzonego tytułem Truck of the Year, ale już prezentowanych lżejszych a ważnycb dla marki rodzin TGM i TGS.
I dlatego MAN stawia w tym roku na odbudowę udziału rynkowego, szczególnie że widzi rosnący popyt na ciężarówki w Polsce i konkretnie na rekordy sprzedaży nowej gamy samochodów. Rosnąć mają też ilości furgonów TGE i części zamiennych.

Budowanie pozycji na rynku ciężarowym wymaga nie tylko dobrych pojazdów, ale dobrego zaplecza, w tym bardzo ważnych działań dotyczących szkolenia kierowców i użytkowników ciężarówek. MAN prowadzi m. in. wsparcie poprzez telecoaching, brało w nim udział 1263 kierowców z którymi trenerzy i doradcy przeprowadzili ponad 8200 rozmów pomagających np. obniżać zużycie paliwa. O ile floty raportowały średnią obniżkę zużycia paliwa o 2,6 litra, to pojedynczy kierowcy poprawiali swoje wyniki nawet o 6 i więcej litrów/100km.
Jako duża firma MAN angażuje się w rozwiązania ekologiczne i zwiększa ilość pojazdów napędzanych elektrycznie. Najbardziej było to widoczne wśród lekkiej gamy TGE, a teraz promowane będą elektryczne autobusy i średnie ciężarówki.



