Końcówka roku jest z reguły ważna dla producentów pojazdów, ale w obecnej sytuacji – bardziej niż kiedykolwiek.
Bywają lata gdy producenci samochodów dość relaksowo podchodzili do produkcji w grudniu. Tak na pewno nie jest tym razem, z powodu strat w pierwszym półroczu spowodowanych zatrzymaniem produkcji w większości fabryk. Przemysł gorączkowo stara się nadrobić zaległości. Jak szybko sprawdziłem, cała wielka siódemka producentów ciężarówek po pierwsze podniosła cykle produkcyjne do najwyższej możliwej wysokości, a po drugie skraca lub na pewno nie wydłuża okresów świątecznych wolnych od pracy. W Iveco wyznaczono tyko 10 wolnych dni na święta, w największej fabryce ciężarówek na świecie w Wörth przerwa trwa od 23 grudnia do 5 stycznia.
Było to trudne bo należało dostosować procesy wytwarzania do przynajmniej podstawowych zasad bezpieczeństwa pracowników. Zatem wysiłek na liniach był w tym roku większy.
Choć nikt tego nie ogłasza, chodzi nie tylko o nadrobienie przerw w dostawach. W razie ewentualnych ponownych ograniczeń, które mogą się zdarzyć wiosną, firmy chcą mieć jakiś zapas, bo pierwszy lockdown zaskoczył wszystkich i pojazdów brakowało w 3 kwartale. Dokładne podsumowanie produkcji w Europie będzie za kilka dni, ale już teraz można szacować, że tegoroczna produkcja wyniesie między 220 a 240 tysięcy w klasie pow. 16 ton. I chodzi właśnie o to by w widełkach dobić do tej drugiej wartości. Tym bardziej, że popyt na nowe wozy jest wysoki i zamówienia rosną...



