Coraz bardziej jest prawdopodobne, że Traton przejmie amerykańskiego Navistara, z którym współpracuje od kilku lat.
Po ostatnim liście prezesa Matthiasa Grundlera do prezesa Troya Clarka, jest niemal przesądzone że europejska Grupa motoryzacyjna przejmie ostatnią z amerykańskich społek z branży, która mogła być przejęta.
Navistar International Corporation przechodził różne koleje losu, jest sukcesorem rolniczego International Harvester Corp, ale błędy w zarządzaniu i nieudane decyzje co do strategii rozwoju biznesu silników wysokoprężnych, doprowadziły do niekorzystnej sytuacji. Otóż w USA producent ciężarówek nie posiadający własnych napędów nie ma już szans powodzenia na rynku. Jeszcze kilkanaście lat temu Navistar oferował swym klientom albo własne silniki albo jednego z kilku niezależnych dostawców amerykańskich. I biznes działał. Gdy Navistar zaspał ważny moment w rozwoju silników (nasze Euro 6), a Detroit Diesel przestał być niezależnym producentem motorów, ( bo przejął go Daimler), zaś Caterpillar skoncentrował się na silnikach stacjonarnych, zaczęły się problemy. Do swoich średnich samochodów Navistar wkłada głównie Cumminsy 7 i 9 litrowe, a do dużych trucków motor pochodzący od MAN-a D26.
Prawdopodobnie dodatkową przyczyną kłopotów był fakt, że dwóch największych udziałowców Navistara to fundusze inwestycyjne, ( panowie Icahn i Rachesky) a więc organizacje spoza biznesu, patrzące głównie na wyniki ekonomiczne spółki. Ponieważ w ramach globalizacji Volvo przejęło kilka marek w USA, a Daimler kilka kolejnych, przyszłość osamotnionego kurczącego się Navistara musiała polegać na związaniu się z kimś większym. Do wyboru był właściwie tylko Paccar i Traton.
Prowadzący politykę ekspansji i rywalizujący z wymienionymi dwoma grupami z Europy Traton potrzebował przyczółka w Stanach, więc kupił 3 lata temu 16 procent Navistara, a teraz zaproponował po 44 dolary za pozostałe akcje Navistara. I najpewniej wyłoży ok. 3 mld na zakup całej firmy z Illinois.
Navistar ma przychody roczne w granicach 8 mld dolarów, ok. 12 tys. pracowników i 1000 dilerów w Ameryce Północnej.



