Co prawda w klasie samochodów czołówka wygląda przewidywalnie, czyli sukces Dacii, ale dla ciężarówek wszystko jest jeszcze możliwe.
Po 9 i 10 etapie w sumie na trasie ok. 1000 km, nastąpiły przetasowania w klasyfikacji klasy ciężarowej. Najpierw Loprais minimalnie wygrał z Zalą i Mitchelem van den Brinkiem, ale to nie spowodowało rewolucji, bo van den Brink nadal prowadził i to o 34 minuty przed Zalą, za to Loprais zbliżył się do Litwina. Urzędujący mistrz Macik miał za to ponad 4 godziny straty. Wielu zadałoby sobie pytanie, czy z taką stratą warto dalej się męczyć. No ale pamiętamy z poprzednich rajdów, jak wiele może się jeszcze zmienić w końcówce. Szczególnie że czołowa trójka jedzie w podobnym tempie. Nasz debiutant Łysek miał 10 godzin straty.

Kolejny, 10 etap do Bishy teoretycznie nie zmienił wiele, bo znów Loprais i Zala dojechali razem. Za to zaraz za nimi na mecie pojawili się Sołtys (Buggyra) oraz… Macik.
Dlatego po 10 etapach na prowadzeniu pojawił się Zala, ( fot 1 ) o 18 minut przed Lopraisem i o 35 minut przed van den Brinkiem. Macik nadal walczył, bo choć ma 4 godziny straty, to jest na piątym miejscu, więc w razie problemów konkurencji może jeszcze liczyć na podium.
Na taki obrót spraw nie liczy Sołtys, który ma w sumie 140 godzin straty.
Do końca rajdu jeszcze 3 etapy.
Fot. Buggyra, Dakar2026



