Truck i Transport     Redakcja.tit@gmail.com

Wcześniej tylko zapowiadano i opowiadano, a teraz już jest - elektryczne Ducato wchodzi na rynek. Formalna prezentacja e-Ducato odbyła się w 40 rocznicę narodzin modelu  Ducato i w Dzień Ziemi.

Dodatkowym elementem konferencji było to, że kierował nią Eric Laforge, nowo mianowany szef samochodów dostawczych koncernu Stellantis, do którego wszedł w styczniu Fiat.

Jasne że z zewnątrz Ducato się nie zmieniło, zmienił się napęd i teraz silnik elektryczny o mocy 122 KM napędza najpopularniejszą furgonetkę Europy.

Fiat zaprojektował dwie wersje baterii, gdyż są produkowane modułowo. Jeśli wybierzemy prostszą i lżejszą wersję e-Ducato, to ma ona pod podłogą, tuż za przegrodą, 3 zestawy o poj. 47 kWh, ale gdy używamy samochodu na dłuższe dystanse, możemy zamówić 5 modułów i wówczas ten ostatni mieści się w podwoziu już za tylną osią. Pojemność wynosi wtedy 79 kW.

Jedno z najważniejszych pytań dotyczy zasięgu samochodu. Przy mniejszych bateriach zasięg wg WLTP to 170 km, ale w ruchu miejskim 235 km. Przy 5 bateriach da się przejechać od 319 do 375 km. Ducato może być ładowane na cztery sposoby, od najprostszej standardowej ładowarki z normalnego gniazda 230 V (kilkanaście godzin), po mocne 11 lub 22 kV ładowarki, które trzeba jednak dokupić.

Dzięki upakowaniu elementów napędu elektrycznego w istniejącym nadwoziu, użytkownik nie traci żadnej ze znanych zalet Ducato. Ma więc od 10 do 17 metrów sześciennych pojemności ładowni furgonu. Niestety, e-Ducato musi być cięższe, najmniejsze wersje furgonu ważą ponad 2300 kg. Przy dłuższym nadwoziu i 5 bateriach, ładowność spada do 720 kg. Dlatego Fiat oferuje także wersję 4,2 tony o wyższej ładowności, na którą Unia planuje rozciągnąć niebawem ważność prawa jazdy B.

No i ceny. Najtańsze e-Ducato wg cennika ma kosztować 257 tys. zł. Niemal tyle samo kosztuje najdłuższa wersja, gdyż o cenie decydują baterie, a nie blacha nadwozia.

Ciekawostka – Ducato ma w ramach nowo zaprojektowanego systemu zarządzania energią pojazdu tzw. tryb żółwia, w którym na resztkach energii możemy przejechać o 10 proc. dalej niż normalnie.

Zapamiętajmy też deklarację producenta, że tzw. TCO czyli całkowity koszt eksploatacji pojazdu jest w najgorszym razie równy kosztowi auta z dieslem. Bo zakup jest drogi, ale eksploatacja bardzo tania.

 

 

Początek strony